wtorek, 20 sierpnia 2019

Środowisko koniarzy zdominowane przez Żydów?



O tym jak bardzo środowisko koniarzy jest zdominowane przez żydów świadczą kretyńskie komentarze do posta, gdzie człowiek zamieścił zdjęcie konia startującego w zawodach, a koń ma na sobie piękne, polskie barwy narodowe.

Proszę sobie wyobrazić, że polskie barwy narodowe są powodem wielkiego bólu dupy wszystkich żydowskich świń. Już są jakieś podjazdy, że zakazane, że nie wolno, że to naruszenie prawa. Zapewne zaraz polecą donosy na tego patriotę.
Będą na siłę wyszukiwać haczyków, żeby ukarać człowieka za to, że manifestuje swój patriotyzm poprzez udekorowanie flagą narodową swojego szlachetnego rumaka.

W tym kontekście nie dziwi, że zostałam tak zlinczowana przez te żydowskie kurwy z revolty i Facebooka, bo ja też nie kryję się z moją miłością do Ojczyzny, z moim patriotyzmem. Żydowskie kurwy zniszczyły moją polską hodowlę koni za to, że jestem Polką. Żona koniokrada Deruchowskiego,  który ukradł moje klacze to żydówka.  Sam mi to powiedział kiedyś.

Apel do Polaków - noście na sobie i ze sobą nasze barwy narodowe biel i czerwień. My Polacy jesteśmy u siebie - Polska to jest nasz kraj. Żydzi są tutaj tylko okupantami. Nie czują się związani ani z krajem, ani z narodem i zawsze występują przeciwko krajowi i przeciwko polskiemu narodowi. Każda polska inicjatywa jest trolowana przez te świnie.  Nie pozwólcie tym łajzom wchodzić nam Polakom na głowę.

Indianka


KW Polskiej Partii Ochrony Zwierząt?



W poniedziałek PKW zajęła się wnioskiem o zakaz wykorzystywania przez Komitet Wyborczy Sojuszu Lewicy Demokratycznej logotypu składającego się ze słowa „Lewica”. Taki wniosek złożył w piątek do Komisji przewodniczący ugrupowania Polska Lewica Jacek Zdrojewski.
Szefowa Krajowego Biura Wyborczego Magdalena Pietrzak przekazała PAP, że Państwowa Komisja Wyborcza przyjęła stanowisko, że nie ma podstaw prawnych do kwestionowania wzorca symbolu graficznego komitetu wyborczego Sojusz Lewicy Demokratycznej.
W swoim stanowisku Komisja wskazywała, że zgodnie z Kodeksem wyborczym wzorcem symbolu graficznego komitetu wyborczego partii politycznej może być wzorzec symbolu graficznego tej partii, wynikający z wpisu do ewidencji partii politycznych. Z przepisu tego nie wynika zatem obowiązek używania przez komitet wyborczy partii politycznej symbolu graficznego wynikającego z wpisu do ewidencji partii politycznych tworzącej komitet, lecz jedynie tego rodzaju uprawnienie.
Ponadto, PKW zwraca uwagę, że z Kodeksu wyborczego nie wynika również, aby wzorzec symbolu graficznego komitetu wyborczego tworzonego przez partię musiał zawierać wszystkie wyrazy tworzące nazwę tej partii.
Dlatego PKW wyraża opinię, że dołączony do zawiadomienia o utworzeniu komitetu wyborczego Sojuszu Lewicy Demokratycznej wzorzec symbolu graficznego spełnia warunki określone w Kodeksie wyborczym. Ponadto wzorzec symbolu graficznego komitetu nawiązuje do nazwy tego komitetu poprzez użycie w nim wyrazu „Lewica”. Nie ma zatem podstaw do twierdzenia, że wprowadza w błąd wyborców
— podkreśliła PKW.
Poza tym PKW zauważa, że wzorzec symbolu graficznego KW Sojusz Lewicy Demokratycznej odróżnia się wyraźnie od symbolu graficznego partii politycznej Polska Lewica wynikającego z wpisu do ewidencji partii politycznych.
PKW zauważa ponadto, że w zawiadomieniu o utworzeniu komitetu wyborczego Polska Lewica nie wskazano wzorca symbolu graficznego tego komitetu wyborczego
— dodano.
W związku z tym, zdaniem Komisji, nieuprawnione jest żądanie, by PKW „zakazała” używania przez Komitet Wyborczy Sojuszu Lewicy Demokratycznej logotypu składającego się ze słowa „Lewica”.
PKW zarejestrowała Komitet Wyborczy Sojusz Lewicy Demokratycznej w środę. Pierwotnie komitet ten, z którego list oprócz polityków SLD wystartować mają m.in. politycy Wiosny oraz Lewicy Razem, miał startować pod nazwą KW Lewica; jego bazę stanowić miały struktury SLD. W poniedziałek w PKW złożone zostały dokumenty rejestrujące KW Lewica. Po południu tego dnia Komisja podała, że komitet ten został wezwany do usunięcia wady swojego zawiadomienia dot. nazwy skrótu komitetu. Jak wskazała PKW, skrót nazwy Sojuszu Lewicy Demokratycznej zapisany w ewidencji partii to w dalszym ciągu „SLD”.
Zgodnie z kodeksem wyborczym, nazwa komitetu wyborczego partii politycznej musi zawierać nazwę tej partii lub jej skrót, przy czym muszą one odzwierciedlać zapis w ewidencji partii politycznych. Aby umożliwić rejestrację komitetu pod nazwą Lewica, w zeszłym tygodniu Konwencja Krajowa SLD przyjęła zmianę w statucie partii, zgodnie z którą słowo „Lewica” miało stać się oficjalnym skrótem nazwy ugrupowania. Zmiana dokonana w statucie została zgłoszona do Sądu Okręgowego w Warszawie, który prowadzi ewidencję partii politycznych.
O odrzucenie przez sąd zgłoszonej przez SLD zmiany wniósł jednak Zdrojewski, argumentując, że nowy skrót nazwy ugrupowania niewystarczająco odróżnia się od nazw partii już istniejących. Polityk zgłosił też sądowi, że decyzja SLD o zmianie skrótu swojej nazwy mogła zostać podjęta z naruszeniem statutu tego ugrupowania.
PKW zarejestrowała w poniedziałek kolejne 8 komitetów, które będą mogły wystawić kandydatów w jesiennych wyborach parlamentarnych. W sumie są to już 31 komitety wyborcze.
W poniedziałek Państwowa Komisja Wyborcza zarejestrowała kolejne 8 komitetów. Są to: KW Jedność Narodu, KW Polska Lewica, KW Stronnictwa Ludowego „Ojcowizna” RP, KWW Konfederaci Razem, KWW Jedna Polska - Ruch Oddolny, KWW Lidia Staroń - Zawsze po stronie ludzi (zgłosił zamiar startu jedynie w wyborach do Senatu), KWW Patrioci i Samorządowcy (zgłosił zamiar startu jedynie w wyborach do Senatu) oraz KWW Przywrócić Prawo (zgłosił zamiar startu jedynie w wyborach do Senatu).
Komisja wezwała do usunięcia wad komitety: KWW #R Revolution, KW Partia Kierowców, KW Polskiej Partii Ochrony Zwierząt oraz KW Piast - Jedność Myśli Europejskich Narodów.
Wcześniej PKW zarejestrowała 23 komitety wyborcze, z czego 18 to komitety partyjne: KW Prawo i Sprawiedliwość, KW Konfederacja Wolność i Niepodległość, KW Odpowiedzialność, KW Zgoda, KW Akcja Zawiedzionych Emerytów Rencistów, KW II Rzeczpospolita Polska, KW Normalny Kraj, KW Polskie Stronnictwo Ludowe, KW Prawica, KW Samoobrona, KW Ślonzoki Razem (zgłosił zamiar startu jedynie w wyborach do Senatu), KW Unia Polityki Realnej, KW Wolni i Solidarni, KW Związku Słowiańskiego, KW Sojusz Lewicy Demokratycznej, KW Skuteczni Piotra Liroya-Marca, KW Narodowego Odrodzenia Polski (zgłosił zamiar startu jedynie w wyborach do Senatu), KW Alternatywa Społeczna.
Komisja zarejestrowała jeden komitet koalicyjny - KKW Koalicja Obywatelska PO .N IPL Zieloni.
Zarejestrowane zostały również 4 komitety wyborców: KWW Koalicja Bezpartyjni i Samorządowcy, KWW Bezpartyjni Polacy, KWW Mniejszość Niemiecka, KWW Rafała Komarewicza (zgłosił zamiar startu jedynie w wyborach do Senatu).
PKW przyjmuje zgłoszenia o utworzeniu komitetu do 26 sierpnia.
Komitet wyborczy mogą tworzyć partie polityczne, koalicje partii i wyborcy. Od momentu zarejestrowania komitetu wyborczego może on rozpocząć zbieranie podpisów pod listami kandydatów. Lista kandydatów na posłów - zgodnie z Kodeksem wyborczym - powinna być poparta podpisami co najmniej 5 tys. wyborców stale zamieszkałych w danym okręgu wyborczym. Komitet wyborczy, który zgłosił listy kandydatów w co najmniej w połowie okręgów wyborczych dalsze listy może zgłaszać bez podpisów.
Zgłoszenie kandydata na senatora powinno być poparte podpisami co najmniej 2 tys. wyborców.
Wybory parlamentarne odbędą się 13 października; Polacy wybiorą na czteroletnią kadencję 460 posłów i 100 senatorów.
as/PAP

Żydowscy żołnierze Hitlera



Ci ludzie czuli się Niemcami i uważali, że służba w wojsku własnej ojczyzny jest nie tylko obowiązkiem, ale także powodem do dumy. Chcieli walczyć z wrogami Niemiec - mówi amerykański historyk Bryan Mark Rigg. Większość żołnierzy Wehrmachtu żydowskiego pochodzenia nie wiedziała o Holokauście, byli jednak oficerowie, jak feldmarszałek Erhard Milch - fanatyczny narodowy socjalista, który wiedział o eksterminacji Żydów i popierał ją.
Piotr Zychowicz: Ilu Żydów służyło w armii Hitlera?
Bryan Mark Rigg: Około 150 tys.
Co to byli za ludzie?
Używając terminologii niemieckiej: 60 tys. pół-Żydów, 90 tys. ćwierć-Żydów. Do tego od 5 do 10 tys. pełnych Żydów, czyli takich, których oboje rodziców było Żydami. Wśród nich było co najmniej 21 generałów, siedmiu admirałów i jeden feldmarszałek. Wielu spośród tych żołnierzy walczyło niezwykle dzielnie, wielu z nich poległo za Niemcy.
Domyślam się, że czytelnicy „Historii Do Rzeczy” są w tym momencie zszokowani.
Tak samo zszokowani byli czytelnicy w Ameryce i Izraelu, gdy wyszły tam moje książki. Proszę jednak pamiętać, że podczas II wojny światowej przez Wehrmacht i inne formacje wojskowe III Rzeszy przewinęło się około 17 mln żołnierzy. A więc Żydzi stanowili mniej niż 1 proc. Zgadzam się jednak, że w kontekście Holokaustu wyniki moich badań mogą być dla wielu ludzi zaskakujące.
Skąd oni się wzięli w armii Hitlera?
Odpowiedź jest bardzo prosta. Zostali do niej powołani. Pół-Żydzi i ćwierć-Żydzi byli w Niemczech objęci obowiązkiem służby wojskowej. Pełni Żydzi, którzy nosili mundury Wehrmachtu, na ogół ukrywali zaś swoje pochodzenie.
Jak żydowscy poborowi czuli się w tej armii?
Gdy zabierałem się do moich badań, spodziewałem się, że się okaże, iż byli tą służbą sfrustrowani, że traktowali ją jako szykanę czy coś nieprzyzwoitego. Służyli w końcu paskudnemu, antysemickiemu reżimowi. Tymczasem w większości przypadków wcale tak nie było. Wielu z tych żołnierzy pochodziło z rodzin o długich tradycjach wojskowych. W rozmaitych konfliktach – począwszy od wojen napoleońskich, poprzez wojnę prusko-francuską, na I wojnie światowej skończywszy – walczyli ich pradziadowie, dziadowie i ojcowie. Wielu miało Żelazne Krzyże i tytuły oficerskie.
Niemieccy Żydzi byli na ogół całkowicie zasymilowani.
Otóż to. Ci ludzie czuli się więc Niemcami i uważali, że służba w wojsku własnej ojczyzny jest nie tylko obowiązkiem, ale także powodem do dumy. Chcieli walczyć z wrogami Niemiec, tak jak wszyscy inni obywatele. Oczywiście zdecydowana większość z nich była niechętnie nastawiona do reżimu narodowo-socjalistycznego, ale armię uważali za apolityczną. Kochali Niemcy, a nie Hitlera. Mało tego, część uważała, że właśnie bijąc się dzielnie w Wehrmachcie, udowodni znienawidzonym hitlerowcom, że Żydzi wcale nie są gorsi i zasługują na miano prawdziwych Niemców.
Polityka III Rzeszy wobec żołnierzy pochodzenia żydowskiego jednak z czasem się radykalizowała.
Tak jak cały reżim Hitlera. Gdy wybuchła II wojna światowa, służba tych żołnierzy spowodowała poważne komplikacje. Otóż niemieckie urzędy zalewały tony skarg żydowskich rodzin. Ich członkowie pisali, że jest czymś całkowicie skandalicznym, że kiedy ich synowie przelewają w Polsce krew za ojczyznę, oni w domach są poddawani antysemickim szykanom. Wyjścia były dwa: zapewnić tym rodzinom specjalne traktowanie albo wyrzucić pół-Żydów, czyli – jak mówili narodowi socjaliści – „mischlingów”, z wojska.
Którą opcję wybrał Hitler?
Oczywiście drugą. Odpowiedni rozkaz został wydany w kwietniu 1940 r. Ćwierć-Żydzi nadal mogli służyć w wojsku – choć mieli utrudnioną ścieżkę awansu – ale pół-Żydzi mieli zostać usunięci z szeregów armii. Ponieważ jednak trwały przygotowania do inwazji na Francję, nikt nie miał głowy, żeby się tym zajmować. Przypomniano sobie o tym rozkazie dopiero po zajęciu Paryża. Problem tylko w tym, że rozkaz ten był niewykonalny.
Dlaczego?
Jak bowiem zlokalizować tych pół-Żydów? Ze względu na ich głęboką asymilację jedynym sposobem było dokonanie bardzo szczegółowych badań genealogicznych przodków wszystkich żołnierzy! A więc przeanalizowanie ksiąg urodzeń i zgonów, uzyskanie dostępu do dokumentów religijnych i archiwów sądowych, sprawdzenie rejestrów cmentarnych. Skoro w armii służyło 17 mln żołnierzy, urzędnicy, aby wyśledzić te 150 tys. ludzi, musieliby sprawdzić pochodzenie ponad 150 mln ludzi! Rodziców, dziadków i pradziadków. Byłby to prawdziwy biurokratyczny horror. A przecież trwała wojna, więc urzędy i tak miały kupę roboty.
Jak więc próbowano zlokalizować żydowskich żołnierzy?
Na ogół zwoływano jednostki na apel i mówiono: „Baczność, pół-Żydzi wystąp!”. Wielu ludzi pozostało więc w Wehrmachcie do końca wojny tylko dlatego, że wtedy, w 1940 r., stali w miejscu. Tyle wystarczyło. Zresztą oficerowie nawet jeżeli wiedzieli o tym, że mają w oddziale żołnierzy pochodzenia żydowskiego, na ogół o tym nie meldowali. Po prostu ignorowali rozkaz.
Dlaczego?
Uważali ich za dobrych żołnierzy. Więzi, jakie powstały na polu bitwy między tymi mężczyznami, były silniejsze niż ideologia. Ci ludzie przelewali razem krew. Ten, kto nie brał udziału w wojnie, tego nie zrozumie. Oficerowie wyrzucali więc rozkaz Hitlera do kosza. Modelowym przykładem był feldmarszałek Erwin Rommel. W Afrika Korps żydowskim pochodzeniem żołnierzy w ogóle się nie przejmowano. Dla Rommla liczyło się tylko to, czy ktoś jest dobrym żołnierzem. Było to dla niego o tyle ważne, że w Afryce u jego boku walczyli Włosi i jego doświadczenia z nimi były po prostu koszmarne.
Byli jednak żołnierze, których udało się wytropić i wyrzucić z Wehrmachtu. Jak na to reagowali?
Dla wielu z nich była to prawdziwa tragedia. W jednej ze swoich książek cytuję list napisany przez młodego oficera. Stwierdził w nim, że w momencie, gdy musiał zdjąć mundur, zawalił się cały jego świat. Wojsko było dla niego całym życiem. Kochał to, co robił, kochał Niemcy i po prostu nie mógł się pogodzić z tym, że jego ojczyzna potraktowała go tak tylko dlatego, że w jego żyłach płynęła „zła” krew. Dla takich żołnierzy był to wielki dramat.
Jednak bywało też chyba inaczej.
To prawda. Postawy były różne, szczególnie po rozpoczęciu wojny ze Związkiem Sowieckim i po pierwszych niemieckich porażkach. Wielu żołnierzy, którzy walczyli w tym piekle, widzieli śmierć swoich kolegów, głodowali i marzli na kość, marzyło o wydostaniu się z frontu. Wielu pół-Żydów uznało, że rozkaz o wyrzuceniu ich z wojska spadł im jak z nieba. Gdy tylko udowodnili, że są żydowskiego pochodzenia, natychmiast odsyłano ich do Rzeszy.
To chyba nie było zbyt przyjemne?
Znowu kolejny paradoks historii. Gdyby Hitler wygrał wojnę, niemieccy pół-Żydzi zapewne podzieliliby los Żydów. Zostaliby wymordowani w komorach gazowych. Podczas wojny niemieccy pół-Żydzi byli poddawani rozmaitym szykanom, ale ich nie eksterminowano. Byli względnie bezpieczni. Żołnierze, którzy zostali wyrzuceni z armii i wrócili do domu, mogli więc pracować, uczyć się, chodzić na randki z dziewczynami. Mogli przeżyć. Brzmi to nieprawdopodobnie, ale bycie pół-Żydem było najlepszą kategorią, jaką można było mieć w niemieckim wojsku. To był bilet do domu. Dopiero pod sam koniec wojny Hitler zaczął wysyłać pół-Żydów do obozów pracy.
Wróćmy do żydowskich żołnierzy Wehrmachtu. Wygląda na to, że nie różnili się zbytnio od żołnierzy wszystkich innych armii na świecie.
Oczywiście. Byli wśród nich tacy, którzy marzyli o wydostaniu się z frontu, byli też tacy, którzy chcieli bić się do ostatniej kropli krwi. Choćby oficer artylerii okrętowej Paul Ascher, który dostał się niewoli po zatopieniu okrętu „Admiral Graf Spee”. Uciekł zza drutów, przedostał się do Niemiec i wrócił do Kriegsmarine, gdzie trafił na słynnego „Bismarcka”. Inny przykład – płk Ernst Bloch. Został wyrzucony z wojska za żydowskie pochodzenie, ale pod koniec wojny zaciągnął się do Volkssturmu i bił się z bolszewikami w 1945 r. pod Berlinem. Również wielu innych żydowskich żołnierzy po usunięciu z szeregów armii robiło wszystko, aby dostać się do niej z powrotem. Jeden z nich starał się o to rok. Wreszcie dostał zgodę… w czerwcu 1941 r. Poległ w pierwszych dniach operacji „Barbarossa”.
W jaki sposób udało mu się uzyskać tę zgodę?
Otóż gdy na mocy rozkazu Hitlera zabrano się do tropienia Żydów w wojsku, pojawił się pewien problem. Żołnierze, którzy w kampanii polskiej i francuskiej zostali bohaterami. Dostali wysokie odznaczenia, zostali ciężko ranni, wykazali się męstwem w boju. Hitler uznał, że nie można ich wyrzucić z wojska, że to byłaby... niewdzięczność. Stworzono więc specjalną procedurę, w wyniku której żydowski żołnierz mógł ubiegać się o warunkową zgodę na pozostanie w armii (Genehmigung). A wyjątkowi szczęśliwcy mogli liczyć nawet na certyfikat niemieckiej krwi (Deutschblütigkeitserklärung). Wszystkie podania w tej sprawie były osobiście rozpatrywane przez Adolfa Hitlera.
Ile Hitler wydał takich zezwoleń?
Dobre kilka tysięcy.
Ile?
Tak, wydaje się to niewiarygodne. Adolf Hitler, choć miał na głowie prowadzenie wojny światowej i rządzenie Niemcami, naprawdę całymi godzinami analizował te wnioski i ferował wyroki. A niektóre podania miały po sto stron! Można by od biedy zrozumieć, że osobiście rozpatrzyłby prośbę jakiegoś generała, ale on zajmował się nawet prośbami szeregowców i kaprali! Oglądał ich zdjęcia (osoby o niearyjskim wyglądzie nie miały szans, nawet jeżeli miały trzy Krzyże Żelazne), analizował drzewa genealogiczne. Nie ma chyba lepszego dowodu na to, że ten człowiek był całkowicie opętany swoimi niedorzecznymi rasowymi fobiami. To była obsesja.
Mówi pan, że wielu żołnierzy ukrywało swoje pochodzenie. Było to chyba jednak bardzo trudne, większość była obrzezana.
Weterani, z którymi rozmawiałem, twierdzili, że nie stanowiło to większego problemu. Na ogół na komisjach wojskowych, a później w koszarach mówili, że usunęli sobie napletki z powodów higienicznych. Jeden z żołnierzy Helmuth Kopp opowiedział mi, że zapytany o brak napletka powiedział, iż jako dziecko miał zakażenie związane ze zbyt wąskim napletkiem. I lekarz ten napletek mu usunął. Inny weteran, gdy zapytałem go o tę intymną sprawę, odrzekł: „Na froncie wschodnim mieliśmy ważniejsze rzeczy do roboty, niż gapić się na swoje członki”.
Co żydowscy żołnierze Wehrmachtu wiedzieli o Holokauście?
To był kolejny pogląd, który musiałem zweryfikować podczas moich badań. Gdy je zaczynałem, byłem przekonany, że wszyscy Niemcy dokładnie wiedzieli, co się działo w obozach zagłady. Okazało się jednak, że tak nie było. Udało mi się dotrzeć do około 100 weteranów. Każdy z nich stracił w Holokauście średnio po siedmiu–ośmiu krewnych. A mimo to nie mieli pojęcia, co się działo. Proszę pamiętać, że nawet Żydzi, którzy stali w kolejce do komór gazowych w Auschwitz-Birkenau, nie mieli pojęcia, co ich czeka. A więc co dopiero zwykli żołnierze służący gdzieś na froncie wschodnim.
Na froncie wschodnim mogli jednak zobaczyć działania Einsatzgruppen. Musiały do nich dochodzić jakieś pogłoski.
Zgoda, na froncie wschodnim widzieli masowe rozstrzeliwania. Większość z tych żołnierzy uważała jednak, że to straszne, ale jednak jednostkowe przypadki zbrodni wojennych. Nie mieściło im się w głowie, że gdy oni walczą na froncie, ich własne państwo eksterminuje miliony ludzi w fabrykach śmierci. Coś takiego było po prostu niewyobrażalne. Młodzi żydowscy chłopcy na froncie sami starali się przeżyć. Robili wszystko, aby nie zginąć od pocisków wroga, nie zamarznąć, nie umrzeć z głodu. Gdy mieli trochę spokoju, uganiali się zaś za dziewczętami. Informacje o obozach zagłady do nich nie docierały.
Część weteranów występujących w pańskiej książce mówi jednak, że „wojsko było jedynym miejscem, w którym mogli czuć się bezpiecznie”. Inni uważali, że ich ofiarna służba w armii ochroni ich rodziny.
Zgoda. Jednak im chodziło o ochronę przed rozmaitymi dotkliwymi antysemickimi prześladowaniami i szykanami, a nie o fizyczną eksterminację. Wiedzieli, że członkowie ich rodzin są pomijani przy rozdzielaniu żywności, upokarzani, muszą nosić gwiazdę Dawida, wreszcie są deportowani do obozów pracy. Bali się o nich. Powtarzam – o fabrykach śmierci jednak nie wiedzieli. Dotarło to do nich dopiero po wojnie. Podczas moich rozmów z weteranami często słyszałem to samo: „Gdybym tylko wiedział, ukryłbym matkę”, „Gdybym tylko wiedział, wysłałbym siostrę do Szwajcarii”, „Gdybym tylko mógł cofnąć czas, ocaliłbym babcię”... To były tragiczne rozmowy i nie ma powodu, żeby tym ludziom nie wierzyć.
Większość żydowskich żołnierzy Hitlera służyła w Wehrmachcie. Trafiali jednak również do SS czy jednostek policyjnych. Czy się zdarzało, że brali udział w zbrodniach przeciwko innym Żydom?
Tak, niestety były takie przypadki. Był to jednak całkowity margines. Na ponad 2 tys. zbadanych przeze mnie przypadków około 20 żołnierzy żydowskiego pochodzenia było zaangażowanych w Holokaust. Na ogół działali na najniższych szczeblach, choć był również przypadek feldmarszałka Erharda Milcha, który po wojnie został skazany w Norymberdze za zbrodnie wojenne. Otóż był on pół-Żydem i fanatycznym narodowym socjalistą. Wiedział o eksterminacji Żydów, popierał ją. Był to straszny człowiek. W każdej społeczności znajdą się jednak jednostki zdemoralizowane, socjopaci i sadyści.
Mówi pan, że spotkał wielu żydowskich weteranów Wehrmachtu. Jak dzisiaj traktują swoją służbę?
Mają mieszane uczucia. Oczywiście nie są zachwyceni tym, że służyli w armii, na której czele stał Hitler. Nie są zachwyceni, że orzeł na ich piersiach trzymał w szponach swastykę. Do dziś jednak podkreślają, że nie bili się dla Führera, tylko dla ojczyzny. Czyli że robili dokładnie to samo, co ich żydowscy dziadkowie i ojcowie. Szczególnie służbę na froncie wschodnim uważają do dziś za coś szczytnego, bili się tam bowiem z bolszewikami. Weterani nie widzą więc w swojej służbie niczego zdrożnego. Co innego ich dzieci, którym trudno zrozumieć mentalność tamtych czasów. Raz jeden z żydowskich weteranów wziął mnie do knajpy na spotkanie ze swoimi kolegami z wojska. Siedział wśród tych Niemców, pił piwo i snuł z nimi nostalgiczne frontowe opowieści.
A jak traktują ich służbę inni Żydzi?
Reakcje były różne. Gdy po raz pierwszy – w wywiadzie prasowym dla „The Daily Telegraph” – poinformowałem o moich badaniach, podniósł się wielki krzyk. O mojej pracy, ale przede wszystkim o tych żołnierzach powiedziano wiele złego. Nazywano ich „nazistami” i zbrodniarzami. Gdy jednak książka pojawiła się na rynku i ludzie mogli się z nią zapoznać, nastroje się uspokoiły. Od tego czasu przeprowadziłem kilkaset wykładów w rozmaitych żydowskich instytucjach. Większość zebranych okazywała sytuacji żydowskich żołnierzy Wehrmachtu wiele zrozumienia. Nie potępiali ich, starali się zrozumieć ich dramatyczne położenie.
Czy to prawda, że wielu żołnierzy Wehrmachtu po wojnie wyjechało do Izraela?
Tak. I wyjechali tam, aby walczyć w wojnie o niepodległość państwa żydowskiego, która miała miejsce w roku 1948. Doświadczenie zdobyte w Wehrmachcie na froncie wschodnim wykorzystali do walki z Arabami. Jeszcze osiem lat temu w Izraelu żyło 150 osób pobierających emerytury Wehrmachtu za służbę podczas II wojny światowej. Można więc tylko sobie wyobrazić, ilu takich ludzi musiało być w latach 40. Nie jest tajemnicą, że na odbywające się regularnie w Niemczech zjazdy weteranów z poszczególnych jednostek Wehrmachtu przyjeżdża sporo uczestników z Izraela.
Bryan Mark Rigg jest amerykańskim historykiem z Southern Methodist University w Dallas. Przeszedł na judaizm, walczył w szeregach armii Izraela. Napisał głośne książki „Żydowscy żołnierze Hitlera” (Wingert) oraz „Losy żydowskich żołnierzy Hitlera” (Rebis).
http://www.wykop.pl/ramka/3884839/w-armii-hitlera-sluzylo-150-tys-zydow-w-tym-21-w-stopniu-generala/

niedziela, 18 sierpnia 2019

Rondup i dbanie o nasze środowisko. Nie chodzi tylko o powietrze.

Zbiórka podpisów


Krzysztof Bosak, lider Ruchu Narodowego zbiera podpisy poparcia dla Ruchu Narodowego i Konfederacji, a ja zbieram dla Samoobrony Polskiej i Jednej Polski, bo tylko na tej liście są rolnicy, którym leży na sercu dobro rolników i polskich hodowli. 

https://youtu.be/U6xW7LTZHa4

Cyrk obwoźny w Radomsku czyli kolejna prowokacja lewactwa

Oto kto i dlaczego oczernia NSZ oraz Brygadę Świętokrzyską - wyjaśnia Leszek Żebrowski

Piosenka o socjalistach z Platformy i PiSu :)

Marek Hul bezpartyjny kandydat do Sejmu z listy społecznej JednejPolski



Marek Hul bezpartyjny kandydat do Sejmu z listy społecznej JednejPolski.

Kandydat do Sejmu z okręgu 35 Olsztyn, powiat olsztyński

Urodzony 23 maja 1974r w Lamkowie, gdzie zamieszkuję do dziś.   

Żonaty. Trójka dzieci w tym jedno z jawnej adopcji. Wykształcenie zawodowe po ukończeniu Zasadniczej Szkoły Łączności w Zespole Szkół Elektronicznych w Olsztynie.

Nigdy nie dane mi było pracować w zawodzie wyuczonym, gdyż w roku kończącym moją edukację kraj objęły zwolnienia grupowe z zakładów pracy co zaskutkowało rejestracją w Urzędzie Pracy, a następnie emigracją zarobkową trwającą 6 m-cy.

Następnie prace dorywcze na budowach, w handlu, kolejny 2-letni wyjazd zarobkowy do Szwecji, powrót do Polski, praca w branży betoniarskiej w której pracuję do dziś.

To spore doświadczenie zawodowe w różnych branżach. Doświadczenie wyjazdów zarobkowych uświadomiło mi moją miłość do ojczyzny - Polski.

Wielkie możliwości emigracji, poprawy jakości życia w moim przypadku nie zaskutkowały.

Od 5 lat prowadzę gospodarstwo rolne na 15ha urodzajnej ziemii-ojcowizny, do której czuję wielki sentyment i miłość. Uprawiam ją w tradycyjny sposób, nie używając środków ochrony i nawozów sztucznych.


Cieszy moją rodzinę każde w ten sposób pozyskane, zdrowe warzywo, owoc, ziarno. Ekologię traktuję priorytetowo. Z tą myślą chcę działać aktywnie na rzecz ekologii i zdrowej żywności na polskim stole.

To poważny problem, którym trzeba bezzwłocznie się zająć, bo zdrowa żywność oraz zdrowy styl życia to zdrowe społeczeństwo. Obecna sytuacja wymaga również ratowania rolnictwa i naprawę gospodarki rolno-żywnościowej. Za sytuację niedopuszczalną uważam aby w Polsce - kraju o możliwościach samowystarczalnej gospodarki żywnościowej - dokonywać ograniczeń produkcji rolnych na rzecz żywności importowanej, która jak wiemy, nie spełnia norm zdrowej żywności.

 Sytuacja producentów żywności-rolników w Polsce wymaga natychmiastowej naprawy odpowiednim programem rządowym. Można to zrobić. W to wierzę, do tego będę zmierzać w swoich działaniach. W myśl "kto chce, szuka sposobu-kto nie chce, szuka powodu".

Proszę, pomóżcie ratować Polskie rolnictwo, nasz stół ze zdrową, polską żywnością, naszą gospodarkę, przedsiębiorczość. Bądźmy dobrymi gospodarzami w naszym pięknym kraju, w naszej wspólnej Ojczyźnie.

Marek Hul z Lamkowa - wasz kandydat do Sejmu.

Polityk poprosił o pomoc w zbiórce podpisów

No cóż - moje wielkie zaangażowanie w Gdańsku podczas wyborów Grzegorza Brauna na prezydenta spotkało się z wielką niewdzięcznością teraz, gdy chciałam kandydować z list Korony... Przykre to.

Indianka



Jeden z liderów Konfederacji Grzegorz Braun zwrócił się z apelem do sympatyków tej formacji. Polityk poprosił o pomoc w zbiórce podpisów, umożliwiających ugrupowania w wyborach parlamentarnych.
 Prośba o podpisy, w dowolnych, możliwie hurtowych ilościach, ale i pojedyncze sztuki przyjmiemy i będziemy wdzięczni. Podpisy poparcia kandydatów Konfederacji, tej Konfederacji, którą współtworzy Ruch Narodowy, Wolność Korwina i Korona – Konfederacja Korony Polskiej – mówił.
https://nczas.com/2019/08/17/grzegorz-braun-poprosil-o-pomoc-wladza-ukradla-nam-juz-co-najmniej-polowe-tego-czasu-ktory-w-normalnych-okolicznosciach-bylby-nam-dany-na-prowadzenie-zbiorki-podpisow-video/

Wielki transfer działaczy KORWiN, Zgody i Kukiz'15 do Skutecznych Liroya. Powstaje nowy komitet wyborczy


Jeśli to prawda to źle to wróży prawicy w tych wyborach. Przez te ruchy, transfery prawica może zostać wykluczona z wyborów poprzez niemożność zarejestrowania swoich list kandydatów. Po prostu nie ma czasu już na takie ruchy. Trzeba zbierać podpisy poparcia.


Jak dowiedział się portal DoRzeczy.pl, szykuje się szeroki transfer lokalnych struktur i działaczy m. in. partii KORWiN, Kukiz'15 i Zgody do Skutecznych Piotra Liroya-Marca. Byli członkowie ugrupowania Janusza Korwin-Mikkego zbuntowali się przeciwko całkowitemu przejęciu sterów w Konfederacji przez narodowców i Jakuba Kuleszę. Działacze Kukiz'15 są natomiast niezadowoleni z sojuszu ruchu z Polskim Stronnictwem Ludowym.

https://dorzeczy.pl/kraj/111244/wielki-transfer-dzialaczy-korwin-zgody-i-kukiz15-do-skutecznych-liroya-powstaje-nowy-komitet-wyborczy.html

sobota, 17 sierpnia 2019

Nabór na kandydatów do Sejmu



Nabór na kandydatów do Sejmu

Witam serdecznie wszystkich moich czytelników.

Ci którzy śledzą moją wojnę z fundacjami wiedzą jaka to ciężka i przykra walka.
Szukam kandydatów na posłów do sejmu, którzy pomogą mi zmienić prawo w Polsce na takie, które uniemożliwi plądrowanie i niszczenie gospodarstw rolnych przez fundacje, a także uniemożliwi plądrowanie innych prywatnych posesji z różnymi hodowlami i zwierzętami właścicielskimi brutalnie kradzionymi przez fundacje pod pretekstem rzekomego ratowania zwierząt.

Szukam także kandydatów na członków do komisji wyborczych w województwie warmińsko-mazurskim, którzy chcieliby wesprzeć moją ideę i kandydaturę oraz moje plany zmiany ustawy o ochronie zwierząt, która jest skrajnie krzywdząca hodowców i właścicieli zwierząt i potwornie nieludzka.

Każdy hodowca bądź właściciel zwierzęcia, który przeżył traumę bycia napadniętym przez przez chamskich i bezwzględnych bandytów z fundacji pseudo prozwierzęcych wie jaki to koszmar.

Pomóż zbierać nam podpisy na listach do Sejmu aby reprezentacja rolników i hodowców dostała się do niego i mogła działać dla dobra wszystkich hodowców i właścicieli zwierząt w Polsce.

W skrócie: Ogłaszam nabór na:


  1. kandydatów do Sejmu
  2. kandydatów do komisji wyborczych 
  3. wolontariuszy do zbierania podpisów 


Kontakt:

Izabella INDIANKA Redlarska
Koordynator 35 okręgu Olsztyn z ramienia listy społecznej 1Polska
Region warmińsko-mazurski

tel. 511 945 226

Żydowski lincz medialny nad polskim dziennikarzem w Kanadzie

Ideologia LGBT jest groźnym zjawiskiem. Fałszuje rzeczywistość.

Ideologia LGBT jest groźnym zjawiskiem trudnym do opanowania, bo fałszuje rzeczywistość. Mówi, że równo powinniśmy traktować związek małżeński kobiety i mężczyzny i związek np. gejowski – powiedział w „Rozmowach niedokończonych" na antenie TV Trwam wojewoda lubelski prof. Przemysław Czarnek. Jak podkreślił, różnica jest zasadnicza, bo związek homoseksualny nigdy nie będzie pełnił funkcji prokreacyjnych.

 

Już pomijam fakt grzechu, już pomijam fakt sprzeczności z prawem naturalnym itd. (…) Związek małżeński kobiety i mężczyzny ma funkcję prokreacyjną, której nigdy nie będzie miał związek gejowski czy związek dwóch pań – mówił prof. Czarnek. Jak zauważył, będąc chrześcijaninem „nie można zapominać o swojej wierze pełniąc funkcje publiczne, ponieważ jest to kwestia zero-jedynkowa. Albo się jest chrześcijaninem, albo się nim nie jest".

 

Jak zauważył, człowiek który przyjmuje zasadę, że w życiu prywatnym bywa pobożny, a w życiu publicznym Boga zostawia na boku, w istocie nie jest chrześcijaninem. - Albo będziemy stać po stronie prawdy, którą dzięki Panu Bogu znamy, bo nam została objawiona, poznajemy ją i zgłębiamy cały czas, praktykując naszą wiarę i rozwijając ją i będziemy stawać po stronie prawdy, mówić jej tak i mówić nie kłamstwu i fałszowi, a jeżeli będziemy w środku i będziemy milczeć w obliczu zła, milczeć w obliczu kłamstwa, milczeć w obliczu fałszu, robić dobrą minę do złej gry i mówić, że nic się nie stało, a ci to niech sobie maszerują, tamci niech sobie mówią co chcą, a ten to niepotrzebnie to powiedział, bo tylko wywołał sensację i zgorszenie u niektórych, to nie jesteśmy chrześcijanami – podkreślił.

 

Wykładowca KUL mówił tez o zjawisku neomarksizmu. Jak wyjaśnił, ma on te same złożenia, co marksizm - równanie wszystkiego w kierunku równości arytmetycznej. - Jeżeli przyjęlibyśmy, że wszyscy mamy rację i wszyscy mają swoją prawdę, to kłaniamy się kłamstwu – ocenił. Jak dodał, jest to równanie zgodne z rewolucyjnymi hasłami „liberte, egalite, fraternite". - To jest takie pojmowania równości jako prymitywnego egalitaryzmu. To nam zresztą serwowała rewolucja francuska, to nam serwowała rewolucja bolszewicka – mówił.

 

Zatem, jak dodał, „szczytne hasła" podnoszone przez grupy ideologów LGBT chodzących po ulicach, na które zareagował ks. abp Marek Jędraszewski, „bazują na tym fałszywym pojęciu równości – równości w ujęciu prymitywnego egalitaryzmu wszyscy jesteśmy tacy sami, wszyscy jesteśmy równi. Nieprawda" – wskazał prof. Czarnek. Wojewoda odniósł się tu do ideologii LGBT zakładającej równość małżeństw tradycyjnych i związków jednopłciowych podkreślając, że jest ona „groźnym zjawiskiem trudnym do opanowania, bo fałszuje rzeczywistość".

 

Źródło: radiomaryja.pl



Read more: https://www.pch24.pl/#ixzz5wq7X5mm8




https://www.pch24.pl/

„Na ten krzyż przysięgam, że do działania na Marszu Równości w Płocku nikt mnie nie namawiał!”

Na ten krzyż przysięgam, że do działania na Marszu Równości w Płocku nikt mnie nie namawiał!"

kadr z programu "Dziennikarski Poker" / fot. Telewizja Republika



Https://niezalezna.pl/283678-na-ten-krzyz-przysiegam-ze-do-dzialania-na-marszu-rownosci-w-plocku-nikt-mnie-nie-namawial

Rząd nas truje nowymi toksycznymi szczepionkami


Rząd obwieścił jako sukces plan trucia Polaków nowymi toksycznymi szczepionkami




https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/rzad-obwiescil-jako-sukces-plan-trucia-polakow-nowymi-toksycznymi-szczepionkami

Izraelczycy organizują zamach stanu w Wenezueli


W poniedziałek, 24 czerwca wenezuelski minister informacji Jorge Rodríguez oświadczył na konferencji prasowej, że wenezuelska Główna Dyrekcja Kontrwywiadu Wojskowego (Dirección General de Contrainteligencia Militar, DGCIM) udaremniła 22. czerwca kolejny wojskowy zamach stanu. Tym razem miał on być wymierzony zarówno przeciwko prezydentowi Nicolásowi Maduro jak i przeciwko uzurpującemu sobie od 23. stycznia ten urząd Juanowi Guaidó.

Do władzy miał być wyniesiony gen. Raúl Isaías Baduel – były szef sztabu, były minister obrony Wenezueli, od 2009 r. związany z opozycją przeciwko prezydentowi Hugo Chávezowi, skazany za jego kadencji na siedem lat pozbawienia wolności za sprzeniewierzenie środków ministerialnych, następnie powtórnie skazany już za kadencji N. Maduro, do dziś odsiaduje wyrok pozbawienia wolności. R. I. Baduel miał zostać uwolniony przez specjalne komando a następnie dowieziony do studio państwowej telewizji skąd ogłosić miał „régime change".

Tym razem spisek nie miał szans powodzenia: DGCIM, od lat szkolona przez funkcjonariuszy kubańskiej Dyrekcji Wywiadu (Dirección de Inteligencia, DI zwana też niekiedy G2), monitorowała konspiratorów od 14 miesięcy, dokonując osobowej penetracji grupy i przechwytując komunikację audio i wideo pomiędzy spiskowcami. Jak powiedział na konferencji minister J. Rodriguez, zgromadzonych zostało 56 godzin nagrań stanowiących niezbite dowody oskarżenia.

Najciekawszy wątek w nagraniach dotyczył jednak nadrzędnych autorów zamachu: tym razem nie byli to jankesi lecz funkcjonariusze państwa żydowskiego okupującego Palestynę (choć należy podejrzewać, że Waszyngton ogólnie nadzorował spisek). Nie jest to pierwszy przypadek ingerencji „małego szatana" w Wenezueli; w 2015 r. władze w Caracas udaremniły próbę zamachu stanu, który miał obejmować zabójstwa czołowych funkcjonariuszy państwowych i masowe demonstracje uliczne zakończone szturmem pałacu prezydenckiego Miraflores. Nadzór nad przygotowaniami i przebiegiem zamachu należał do cudzoziemców kilka dni wcześniej przybyłych do Wenezueli. Żaden z nich nie mówił po hiszpańsku, zaś trasę planowanych przemarszów znakowali Gwiazdami Dawida i napisami po hebrajsku.

Na konferencji prasowej minister J. Rodriguez nie rozstrzygnął, czy żydowscy funkcjonariusze odpowiedzialni za nadzór nad rozbitym 22. czerwca spiskiem mieli dla swych działań formalną sankcję władz w Tel Awiwie. Można jednak domniemywać że tak właśnie było, rozpatrując to zagadnienie na szerszym tle aktywności w Ameryce Łacińskiej zarówno „małego szatana" okupującego Palestynę jak i „wielkiego szatana" okupującego Amerykę Północną.

Ujarzmianie „kolorowych" ras

Na początek krótki rys historyczny działań tego pierwszego; jej początki datują się na rok 1982, gdy państwo żydowskie dokonało agresji na południowy Liban, a wspierane przez niego chrześcijańskie milicje przeprowadziły masakry Palestyńczyków w obozach dla uchodźców Sabra i Szatila. Były to też lata bliskiej współpracy Tel Awiwu z prowadzącą politykę segregacji rasowej Republiką Południowej Afryki (RPA), która od 1975 r. próbowała tworzyć dla czarnoskórej ludności południowoafrykańskiej quasi-państwa zwane „bantustanami".

W Gwatemali trwała wówczas krwawa wojna z ludową partyzantką, od lutego 1982 r. występującą jako Gwatemalskie Zjednoczenie Narodowo-Rewolucyjne (Unidad Revolucionaria Nacional Guatemalteca, URNG). W marcu 1982 r. w drodze zamachu stanu władzę w Ciudad de Guatemala przejęła Wojskowa Junta Rządząca (Junta Militar de Gobierno, JMG) z gen. José Efraínem Ríos Monttem, który w czerwcu tego samego roku przejął jednoosobowe rządy w kraju. Zanim został obalony przez wojskowych w sierpniu 1983 r., gen. J. E. Ríos Montt zdążył przeprowadzić terrorystyczną kampanię „Victoria '82" w toku której wymordowanych zostało 18 tys. Majów, pozostali zaś zamknięci mieli zostać w rezerwatach.

Państwo żydowskie bardzo zainteresowane było polityką etniczną zarówno ówczesnej RPA jak i Gwatemali. Tel Awiw pragnął opracować rozwiązania terytorialno-etniczne, które umożliwiłyby trwałą dominację ludności żydowskiej nad Palestyńczykami i zmniejszenie populacji oraz przyrostu demograficznego wśród tych ostatnich. Studia przypadków południowoafrykańskiego i gwatemalskiego posłużyły do opracowania stanowiska Tel Awiwu w negocjacjach rozpoczętych w Oslo w grudniu 1991 r. a zakończonych podpisaniem we wrześniu 1993 r. porozumienia znanego jako Oslo I z Organizacją Wyzwolenia Palestyny (OWP) o utworzeniu zdemilitaryzowanego „państwa" palestyńskiego. Odpowiedzialny za porozumienie ze strony żydowskiej premier Icchak Rabin osobiście wizytował wcześniej bantustany w RPA.

Zaangażowanie Tel Awiwu w Gwatemali miało wymiar materialny i ideologiczny. J. E.Ríos Montt był jednym z pierwszych, obok Ronalda Reagana, przywódców politycznych na świecie o identyfikacji wyraźnie „judeochrześcijańskiej" i neokonserwatywnej. W jego retoryce (nieco perwersyjnie, biorąc pod uwagę despotyczny charakter jego rządów) powtarzają się hasła „wolności", „demokracji", wolnego rynku", „wartości judeochrześcijańskich", „wartości rodzinnych", „walki z komunizmem" etc.

Państwo żydowskie dostarczało broń i wyposażenie wojskowe kolejnym prawicowym rządom gwatemalskim już od 1974 r. W okresie dyktatury J. E. Ríosa Montta współpraca objęła też szkolenie w zakresie wywiadu i operacji wojskowych. Treningi odbywały się zarówno na terenie Gwatemali gdzie działały żydowskie służby wywiadowcze i instruktorzy wojskowi, jak i na terenie okupowanej Palestyny dokąd udawali się wojskowi i funkcjonariusze bezpieczeństwa z Gwatemali. Ponadto USA dostarczyły w 1982 r. J. E. Ríosowi Monttowi części zamienne do śmigłowców wojskowych za 4 mln. dolarów, po wizycie R. Reagana w Ciudad de Guatemala w grudniu 1982 r. Waszyngton przyznał zaś tamtejszemu reżymowi dalsze 6,3 mln. dolarów pomocy wojskowej.

W Ameryce Andyjskiej

W ostatnim dziesięcioleciu warto odnotować Operację Jaque przeprowadzoną w 2008 r. w Kolumbii, gdzie formalnie pozarządowa żydowska kompania zbrojeniowa Global CST dokonała zbrojnego odbicia Íngrid Betancourt przetrzymywanej w niewoli Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii (Fuerzas Armadas Revolucionarias de Colombia, FARC). W 2009 r. ta sama kompania podpisała z chadeckim prezydentem Peru Alanem Garcíją wart 10 mln. dolarów kontrakt na szkolenie i nadzór fachowy nad peruwiańską armią na potrzeby walki z partyzantką Świetlistego Szlaku. Global CST sprzedała też wtedy Peru sprzęt noktowizyjny za 3 mln dolarów. Kompania powiązana jest ściśle z kompleksem wojskowo-przemysłowym państwa żydowskiego: na jej czele stoi gen. Israel Ziv (odpowiedzialny za klęskę żydowskiej ofensywy przeciw Hezbollahowi w 2006 r.); zasoby czerpie z Grupy Mikal będącej drugą największą kompanią zbrojeniową w kompleksie wojskowo-przemysłowym państwa żydowskiego (Grupa Mikal obejmuje takie firmy jak Soltam, ITL, Saymar, na jej czele stoi Avraham Gilat) – ma ona w swojej ofercie komponenty artyleryjskie, lekkie bojowe wozy opancerzone, sprzęt optoelektroniczny etc.

Polityka chaosu w Hondurasie

W 2009 r. służby specjalne państwa żydowskiego kontraktowały snajperów odpowiedzialnych za fizyczną eliminację przywódców protestów przeciw zamachowi stanu który odsunął od władzy prezydenta Manuela Zelayę (2006-2009) w Hondurasie. M. Zelaya doszedlszy do władzy w styczniu 2006 r. na fali marea rosa, szybko zaczął orientować się na emancypację swego państwa; Honduras przystąpił do ALBA i Petrocaribe; władze przywróciły prawa do ziemi społecznościom wiejskim; przeprowadzono reformę decentralizacyjną osłabiając znaczenie dotychczasowej oligarchii obszarniczej; prezydent zainicjował konwencję konstytucyjną by dokonać kompleksowej ustrojowej reformy państwa; zapowiedział też uruchomienie komercyjnego ruchu do bazy wojskowej USA w Soto Cano. Spowodowało to szybką reakcję miejscowej oligarchii; 28. czerwca 2009 r. prezydent został aresztowany przez wojskowych i wywieziony samolotem do Kostaryki.

Pytaniem nierozstrzygniętym pozostaje, czy i w jakim stopniu Waszyngton był bezpośrednio zaangażowany w przygotowanie zamachu stanu. Faktem jest, że samolot wywożący M. Zelayę lądował by uzupełnić zapasy paliwa w bazie Soto Cano, zaś czterech spośród sześciu zaangażowanych w pozbawienie prezydenta władzy generałów było absolwentami niesławnej Szkoły Ameryk w Fort Benning w Georgii, gdzie CIA szkoli służby bezpieczeństwa państw latynoamerykańskich w przeszłości będące m.in. wykonawcami terrorystycznej "Operacji Condor". Pewne jest też, że głównym beneficjentem geopolitycznym zamachu były USA – jak pisze prof. Emerita Dana Frank "Honduras był pierwszym klockiem domina, który Waszyngton przewrócił, by przeciwdziałać nowym rządom Ameryki Łacińskiej (…) Zelaya był najsłabszym z nowych lewicowych i centrolewicowych przywódców; brakowało mu niezależnej partii i bazy społecznej".

Istotnym czynnikiem jest również duże znaczenie geostrategiczne Hondurasu dla USA: oficjalnie Soto Cano to niewielka baza mieszcząca 190-osobowy kontyngent wojskowy i 730-osobowy kontyngent cywilny. W rzeczywistości, jako jedyna w Ameryce Środkowej, posiada lotniczy pas startowy zdolny do przyjęcia dużych transportów wojskowych. Mieści się w niej Fort Bravo, będący jedyną stacją nasłuchową SouthCom poza granicami USA. Jego filiami na terenie Hondurasu są tajne ośrodki w Cerro La Mole i na Wyspie Łabędziej (Swan Island). Istnienie tych instalacji nigdy nie zostało uregulowane jakimkolwiek dwustronnym traktatem Waszyngton-Tegucigalpa. W okresie bezpośrednio poprzedzającym zamach stanu, komendę nad Soto Cano objął gen. Douglas M. Fraser.

SouthCom (US Southern Command) jest dowództwem przeznaczonym do strategicznej kontroli zachodniej hemisfery. Jego najważniejsze komponenty (Szósta Armia, Południowe Siły Powietrzne, Południowe Dowództwo Floty Wojennej, Czwarta Flota USA, Południowe Siły Piechoty Morskiej, Południowe Dowództwo Operacji Specjalnych) znajdują się na Florydzie ale jednostki terenowe rozlokowane sa również poza granicami USA: Połączone Siły Specjalne Bravo (Soto Cano, Honduras), Połączone Siły Specjalne Guantanamo (Guantanamo, Kuba), Połączone Międzyagencyjne Siły Specjalne Południe (do 2009 r. Manta, Ekwador – dyslokowane do Key West na Florydzie po tym jak Ekwador w 2008 r. umieścił w konstytucji zakaz utrzymywania obcych baz wojskowych na swoim terytorium); niezidentyfikowana jednostka na holenderskich Arubie i Curaçao.

Zaniepokojenie Waszyngtonu wywołała wspomniana zapowiedź M. Zelayi uruchomienia komercyjnego ruchu do bazy Soto Cano. Pentagon zareagował na nią nerwowo, wobec czego ówczesny minister obrony Hondurasu zapowiedział wycofanie się z decyzji "ze względu na koszty". Prezydent jednak zdementował słowa ministra obrony i zapowiedział realizację decyzji. Stosunek Waszyngtonu do Tegucigalpy zmienił się radykalnie po obaleniu niewygodnego prezydenta Hondurasu. Jeszcze w 2009 r. nową głową państwa wybrany został Porfirio Lobo, namaszczony wcześniej przez Waszyngton.

Znajdujące się pod wpływem USA "międzynarodowe" instytucje finansowe uruchomiły natychmiast ponownie zamknięte za prezydentury M. Zealayi linie kredytowe dla Hondurasu; pod naciskiem ówczesnej sekratarz stanu USA Hilary Clinton szybko odwieszono członkostwo Hondurasu w Organizacji Państw Amerykańskich (OPA).

Wzrosła również pomoc finansowa USA dla honduraskich sił zbrojnych i policyjnych oraz pomoc w zakresie wyszkolenia i dostaw sprzętu. W latach 2010-2012 pomoc wojskowa Waszyngtonu dla Tegucigalpy wzrosła niemal o 50%; w ramach Regionalnej Środkowoamerykańskiej Inicjatywy Bezpieczeństwa (Central American Regional Security Initiative, CARSI) wzrosła o 33%; do tego zaś doliczyć należy jeszcze 45 mln. dolarów na potrzeby wspólnie administrowanej bazy Soto Cano. Militaryzacja Hondurasu wzmogła się za prezydentury Donalda Trumpa, gdy sekretarzem bezpieczeństwa krajowego a następnie szefem sztabu USAzostał były dowódca SouthCom gen. John Kelly.

Nowe władze Hondurasu odwdzięczały się waszyngtońskim protektorom wdrażając program gospodarczy służący interesom jankeskiego kapitału i miejscowej kompradorskiej oligarchii kosztem takich grup zawodowych jak nauczyciele, pracownicy służby zdrowia, robotnicy fabryczni i plantacyjni, chłopi i działacze na rzecz obrony chłopskiej własności ziemi. Przeprowadzono radykalny program prywatyzacji, wyprzedając jankesom dobra publiczne i zasoby naturalne. Pensje nauczycieli i pracowników budżetówki nie były indeksowane; oszczędności emerytalne przekazano jankeskim funduszom inwestycyjnym; chłopów usuwano przemocą z uprawianej ziemi; wprowadzono opracowany przez jankeskiego ekonomistę Paula Romera projekt prywatyzacji miast – formalnie ujęty w literę Karty Miejskiej: stworzył on na terenie Hondurasu wyjęte spod władzy państwowej enklawy opanowane przez takie jankeskie kompanie jak United Fruit Company i Standard Fruit.

Druga cześć w numerze 33-34
Ronald Lasecki



Http://www.mysl-polska.pl/2007?fbclid=IwAR1cQTJQO51pqrlo5nOntUtlIs9JHxKvhSTXac_D2PJ3jzNo1hb03mQ4s1A

Muzeum Auschwitz-Birkenau poza jurysdykcją III RP!!!



Dziś 14 sierpnia AD 2019 żadnej walki już nie ma. Poniżeni Polacy, ze schowanymi flagami idą, by się pomodlić i oddać cześć polskim ofiarom. Muzeum Auschwitz-Birkenau poza jurysdykcją III RP!!!

Kazanie Arcybiskupa Jędraszewskiego w Auschwitz

Lewicowe chamstwo na uniwersytetach




Stanisław Michalkiewicz nie tylko o wystąpieniu „profesora" Jacka Kochanowskiego z Uniwersytetu Warszawskiego.

Https://www.dlapolski.pl/rewolucja-postepuje-chamstwo-na-uniwersytetach

200.000 osób obejrzało defiladę w Katowicach

Polacy nie będą bezpieczni, dopóki nie będą mieć w domach broni.
Nasze polskie wojska są wysyłane za granicę do realizacji cudzych celów, a Polska jest pozbawiona ochrony. 

Ustawa 1066 umożliwia obcym wojskom wkroczenie do Polski i napaść na polski Naród. Tak nie może być. Takie autodestrukcyjne ustawy nie mają prawa bytu, nie mają racji bytu. Każdy Polak musi mieć broń w domu, by móc się bronić w razie napaści.

Prawo do obrony to podstawowe prawo każdego człowieka, które jest gwałcone odkąd faszyści, a potem komuniści weszli do Polski.

Dopóki wrogowie narodu polskiego będą u władzy, dopóty Polacy będą bez broni.
Po tym poznacie rządy czy są one pro polskie czy antypolskie. 

Obecnie jesteśmy pod miękką żydowską okupacją, która przerodzi się w ostrą okupację - taką jak w Palestynie w momencie kiedy Żydzi przyjdą po polski majątek narodowy czyli po wyborach. 

Izabella Indianka Redlarska


Jak podał dzisiaj na Twitterze szef MON, Mariusz Błaszczak, defiladę "Wierni Polsce" oglądało na ulicach Katowic około 200 tys. osób. Taka frekwencja totalnie zaskoczyła organizatorów, którzy przewidywali połowę mniejszą liczbę widzów. Tłumy gości stanowiły też niemałe wyzwanie dla Kolei Śląskich.

Około 200 tys. osób obserwowało dzisiejszą defiladę "Wierni Polsce" w Katowicach – szacuje policja. W centralnych uroczystościach z okazji Święta Wojska Polskiego uczestniczyli m.in. prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki.

Tegoroczne obchody Święta Wojska Polskiego, których głównym punktem była defilada wojskowa, odbywały się w Katowicach w związku z setną rocznicą wybuchu I powstania śląskiego – jednego z trzech powstańczych zrywów, które doprowadziły w 1922 r. do włączenia do Polski części Górnego Śląska.

Wzdłuż trasy przejazdu defilady zgromadziły się tysiące ludzi, aby obserwować przemarsz 2,6 tys. żołnierzy. Poza kolumnami pieszymi goście zobaczyli ponad 180 pojazdów, w tym czołgi i transportery, a także kilkadziesiąt maszyn latających.

Ponad 200 tys. osób oglądało na żywo defiladę "Wierni Polsce" w Katowicach. Dziękuję wszystkim, którzy spędzili ten wyjątkowy czas razem z Wojskiem Polskim. Chylę czoła przed żołnierzami. Mając takie siły zbrojne, możemy być spokojni o nasze bezpieczeństwo!

 – napisał na Twitterze szef MON Mariusz Błaszczak.



https://niezalezna.pl/283875-podano-ile-osob-obejrzalo-defilade-w-katowicach-frekwencja-totalnie-zaskoczyla-organizatorow

Wzywamy polskich biskupów i polskie władze do stanowczego sprzeciwiania się antychrześcijańskiej rewolucji – ideologii LGBT, zmierzającej do neomarksistowskiej dyktatury



D. WALUSIAK: WZYWAMY POLSKICH BISKUPÓW I POLSKIE WŁADZE DO STANOWCZEGO SPRZECIWIANIA SIĘ ANTYCHRZEŚCIJAŃSKIEJ REWOLUCJI – IDEOLOGII LGBT, ZMIERZAJĄCEJ DO NEOMARKSISTOWSKIEJ DYKTATURY

10 sierpnia 2019 18:17/InformacjePolecamyPolska 
Radio Maryja

Wzywamy polskich biskupów i polskie władze do stanowczego sprzeciwiania się antychrześcijańskiej rewolucji – ideologii LGBT, zmierzającej de facto do neomarksistowskiej dyktatury. Nie możemy na to pozwolić. Non possumus! – mówił reżyser filmowy Dariusz Walusiak w odezwie skierowanej do polskich władz oraz biskupów podczas modlitewnego spotkania w obronie ks. abp. Marka Jędraszewskiego, które odbyło się dziś w Krakowie.

Modlitewne spotkanie w obronie ks. abp. Marka Jędraszewskiego odbyło się o godz. 15.00 przed siedzibą kurii przy ul. Franciszkańskiej 3 w Krakowie. Wierni zgromadzili się tłumnie, aby wyrazić swoje poparcie dla metropolity krakowskiego i podziękować mu za odważne głoszenie Ewangelii.

Uczestnicy spotkania wystosowali również odezwę, której treść przedstawił Dariusz Walusiak. Podkreślił, że wierni spotkali się w miejscu, w którym już w 1994 roku papież Jan Paweł II przestrzegał przed promocją „dewiacji niezgodnych z prawem Bożym".

– Na naszych oczach głowę podnosi hydra wściekłego antyklerykalizmu atakująca katolików, szczególnie kapłanów, już nie tylko słowem, ale i czynem. Widzimy nabierającą rozpędu antykatolicką nagonkę. Widzimy agresywne ataki na księży oraz ohydne bluźnierstwa, profanacje podczas tzw. parad równości. Widzimy, że katolicki głos jest pomijany i usuwany z mediów oraz przestrzeni publicznej. Nie możemy być obojętni na falę nienawiści wobec katolików i naszych miejsc kultu – akcentował.

– Wzywamy polskich biskupów i polskie władze do stanowczego sprzeciwiania się antychrześcijańskiej rewolucji – ideologii LGBT, zmierzającej de facto do neomarksistowskiej dyktatury. Nie możemy na to pozwolić. Non possumus! – mówił Dariusz Walusiak.

W odezwie zaapelowano do polskich księży, aby nie bali się głosić prawdy zgodnie z Ewangelią.

– Mówcie głośno o tym, co dzisiaj zagraża naszym dzieciom, naszym rodzinom, Kościołowi, a przez to Polsce i jej chrześcijańskim wartościom. Przypominajcie katolickie nauczanie Kościoła o tym, czym jest prawdziwa rodzina – podkreślał reżyser filmowy.

W odezwie padł również apel do polskich władz do sprzeciwu wobec tych, którzy walczą z chrześcijaństwem.

– My, polscy katolicy, żądamy od prezydenta, rządu, parlamentarzystów, sądów i prokuratury stanowczego sprzeciwiania się tym, którzy walczą z chrześcijaństwem, z Kościołem, z polską tradycją i moralnością, którzy obrażają naszą Matkę – Maryję, Królową Polski, którzy walczą z polską rodziną, którzy chcą deprawować nasze dzieci – zaznaczył Dariusz Walusiak.

Panie prezydencie, panie premierze, posłowie i senatorowie! Żądamy od was konkretnych działań – akcentował reżyser filmowy.

– Natychmiastowego wypowiedzenia genderowej konwencji stambulskiej, szybkiego – jeszcze w tej kadencji – przyjęcia ustawy o zakazie szkodliwej edukacji seksualnej, wprowadzenia prawa zakazującego promowania dewiacji na polskich ulicach oraz bezwzględnego ścigania i karania tych, którzy bezczeszczą polskie świętości – wskazał Dariusz Walusiak.

RIRM  

 


Odezwa polskich katolików zgromadzonych pod krakowską Kurią Metropolitarną

My, polscy katolicy, zgromadziliśmy się w Krakowie by bronić arcybiskupa Marka Jędraszewskiego wiernego Bogu i Ewangelii, a także by stanąć w obronie całego polskiego Kościoła, którego część stanowi każdy z nas. Spotykamy się przed Kurią pod oknem Jana Pawła II, który już w 1994 roku przestrzegał przed promocją „dewiacji niezgodnych z prawem Bożym".

Na naszych oczach głowę podnosi hydra wściekłego antyklerykalizmu atakująca katolików, szczególnie kapłanów, już nie tylko słowem, ale i czynem. Widzimy nabierającą rozpędu antykatolicką nagonkę. Widzimy agresywne ataki na księży oraz ohydne bluźnierstwa i profanacje podczas tak zwanych parad równości. Widzimy, że katolickie głosy są pomijane i usuwane z mediów oraz przestrzeni publicznej. Nie możemy być obojętni na falę nienawiści wobec katolików i naszych miejsc kultu. Tylko w ubiegłym roku ponad trzydzieści polskich kościołów, kaplic i katolickich cmentarzy zostało sprofanowanych! W tym roku zaczęły się też brutalne napady na kapłanów!

Nie możemy na to pozwolić! Non possumus!

Po wściekłych atakach na arcybiskupa Marka Jędraszewskiego zdecydowaliśmy się wyjść na ulice, by przypomnieć, że my, katolicy, jesteśmy polskimi obywatelami! Że chroni nas prawo! Z tego miejsca pamiętającego spotkania Polaków ze świętym Janem Pawłem II oraz Jego następcami papieżami Benedyktem XVI i Franciszkiem wzywamy polskich biskupów i polskie władze, do stanowczego przeciwstawienia się antychrześcijańskiej rewolucji,  ideologi LGBT zmierzającej de facto do neomarksistowskiej dyktatury!

Nie możemy na to pozwolić! Non possumus!

Wzywamy także polskich biskupów, by zajęli się również tymi środowiskami katolickimi, które dawno już odstąpiły od ortodoksji i stanęły wręcz w pierwszym szeregu rewolucji obyczajowej, promując homo-herezję i przez swe działania  rozmywają grzech i wprowadzają zamęt wśród wiernych.

Nie możemy na to pozwolić! Non possumus!

Z tego miejsca wołamy do polskich księży nie bójcie się głosić prawdy zgodnie z Ewangelią, mówcie głośno o tym co dzisiaj zagraża naszym dzieciom, rodzinom, Kościołowi, a przez to Polsce i jej chrześcijańskim wartościom! Przypominajcie katolickie nauczanie Kościoła o tym czym jest prawdziwa rodzina i co grozi za grzechy sodomskie, i sianie zgorszenia.  Pamiętając jednak słowa świętego Pawła , że: „Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw (…) pierwiastkom duchowym zła".

Nasz apel kierujemy również do rządzących! My, polscy katolicy, żądamy od prezydenta, rządu, parlamentarzystów, sądów i prokuratury, stanowczego przeciwstawienia się tym, którzy walczą z chrześcijaństwem, z Kościołem, z polską tradycją i moralnością! Którzy obrażają naszą Matkę Maryję, Królową Polski! Którzy walczą z polską rodziną! Którzy chcą deprawować nasze dzieci!

Panie Prezydencie, Panie Premierze, posłowie i senatorowie! Nie wystarczy nam, że nie zalegalizujecie homo-związków! Żądamy od was konkretnych działań – natychmiastowego wypowiedzenia genderowej konwencji stambulskiej, szybkiego, jeszcze w tej kadencji przyjęcia ustawy o zakazie szkodliwej edukacji seksualnej,  uchwalenia prawa zakazującego promowania dewiacji na polskich ulicach oraz bezwzględnego ścigania i karania tych, którzy bezczeszczą polskie świętości!

My, polscy katolicy, zebrani pod pałacem biskupów krakowskich, w imię Boga Wszechmogącego, apelujemy również do wszystkich naszych rodaków – módlmy się za Kościół, módlmy się za Polskę, a także za wrogów Kościoła Świętego!

Papież Franciszek wezwał nas abyśmy wstali z kanapy. Wstańmy więc i pokażmy promotorom rodzącej się dyktatury, że będziemy bronić naszej wiary, rodziny i ojczyzny do końca! Że będziemy bronić polskich kapłanów, polskich biskupów strzegących depozytu wiary! Nigdy się nie poddamy!

Powtórzmy za świętym Janem Pawłem:

Nie lękajcie się!

Treść odezwy za www.pch24.pl





https://www.radiomaryja.pl/informacje/d-walusiak-wzywamy-polskich-biskupow-i-polskie-wladze-do-stanowczego-sprzeciwiania-sie-antychrzescijanskiej-rewolucji-ideologii-lgbt-zmierzajacej-do-neomarksistowskiej-dyktatury/